WIELKANOC


Saint Joseph's Catholic Church

1501 ALAFAYA TRAIL, ORLANDO, FLORIDA 32828  tel.407-275-0841
31 MARZEC 2002
BIULETYN NIEDZIELNY
NIECH  BĘDZIE  POCHWALONY  JEZUS  CHRYSTUS

Duszpasterze
Kś. Robert Brown Proboszcz              
O. Benedykt Jurkiewicz - O.C.D.
MSZE ŚWIĘTE
Poniedziałek - Środa: - 9:00 & 7:00
Wtorek, Czwartek, Piątek: 9:00
Sobota: 6:00 PM
SPOWIEDŹ: 5:00 - 6:00 PM
NIEDZIELA: 8:00, 10:30,12:00 AM.
MSZA PO POLSKU: 9:15 AM.

 

STO LAT
 AD MULTOS ANNOS

ŻYCZENIA WIELKANOCNE

Drodzy Bracia i Siostry,

Już kilka dni dzieli nas od przeżywania tej radosnej uroczystości największego święta w roku liturgicznym WIELKIEJ NOCY. Tak blisko już Wielki Piątek kiedy będziemy rozpamiętywali (rozważali) niesamowitą śmierć Boga z miłości do człowieka, poprzedzoną nieludzkimi cierpieniami. Ale uczynił to Chrystus dla nas, aby nas odkupić, abyśmy mieli radość.Niech ta radość prawdziwie chrześcijańska opromieni Wasze przeżywanie Wielkanocy. Życzę Wam, abyście byli prawdziwymi świadkami Chrystusa Zmartwychwstałego.
 Głoście na cały świat zwycięstwo Chrystusowej prawdy,
wątpiącym nieście nadzieję,
smutnym nieście radość,
wszystkim głoście radosne, zwycięskie i niemilknące ALLELUJA.
Z okazji Świąt Wielkanocnych pragnę złożyć Wam mój dar.
A tym darem będzie Msza Św. w intencji wszystkich Rodaków z naszej Wspólnoty Polonijnej przy kościele Św. Józefa w Orlando.
                                                   Serdecznie pozdrawiam w Panu-
                                                   Chrystusie Zmartwychwstałym.   

PODZIĘKOWANIE:
Proboszcz Brown serdecznie dziękuje Wspólnocie Polonijnej przy kościele Św. Józefa w Orlando
za pomoc finansową udzieloną w wysokości $2,000.00.
Pieniądze te zostały przeznaczone na reperacje podlóg zniszczonych przez termity.
Serdeczne Bóg Zapłać,
Ks. Robert Brown - Proboszcz

SPOWIEDŹ WIELKANOCNA W KAŻDĄ NIEDZIELĘ OD GODŹ. 8:30 DO 9:00 AM (po Polsku)
DROGA KRZYŻOWA - PIĄTKI O GODŹ. 12:00 NOON (po Angielsku)
Swięcenie Pokarmów  Wielkanocnych 30 Marca  godz. 12:00 noon.

     

 

POWRÓT  NA  PIERWSZĄ  STRONĘ

LUB  ZOSTAŃ TU  I  POCZYTAJ

„Gdy patrzę na Twe niebo, dzieło Twych palców, księżyc i gwiazdy, któreś Ty utwierdził: czym jest człowiek, że o nim pamiętasz,i czym – syn człowieczy, że się nim zajmujesz? Uczyniłeś go niewiele mniejszym od istot niebieskich,chwałą i czcią go uwieńczyłeś.Obdarzyłeś go władzą nad dziełami rąk Twoich; złożyłeś wszystko pod jego stopy…”(Psalm 8,4-7)

 

Może nieraz trudno to uznać, ale do tego właśnie potrzeba wiary. Potrzeba wiary w to, iż to nie Bóg stworzył zło, a jeżeli pozwala źle czynić jednym ludziom, a innym cierpieć to musi mieć w tym swój plan, który ostatecznie jest pełen sensu i miłości, plan w którym mieści się także okrutna śmierć Jego Syna. I chociaż teraz jest to dla nas nie do pojęcia, to miejmy nadzieję, że kiedyś poznamy te plany w pełni i będziemy pełni zachwytu widząc, że Bóg miał nas nie gdzie indziej jak tylko w swoim sercu.

 

WIELKI PIĄTEK MĘKI PAŃSKIEJ

Zgodnie ze starożytną tradycją w Wielki Piątek oraz w Wielką Sobotę Kościół nie sprawuje Mszy świętej.

Nabożeństwo wielkopiątkowe rozpoczyna się od aktu prostracji -- kapłan przez chwilę leży krzyżem; To leżenie krzyżem oznacza oddanie czci Ukrzyżowanemu Bogu-Człowiekowi, a także -- wszak kapłan uosabia Chrystusa -- jego gotowość, aby w imieniu wszystkich ludzi dać się przybić do krzyża. Wszak te dwie skrzyżowane belki mają dwie strony. Po jednej wisi Chrystus...

W tym czasie nie odmawia się żadnych modlitw, nie śpiewa się. Jest milczenie, cisza. Dlaczego tak się dzieje? Czy tylko dlatego, że to jest wyjątkowy dzień w roku, dzień śmierci Chrystusa? Owszem, ale to milczenie ma podkreślić pustkę po kimś bliskim, krewnym, znajomym, przyjacielu. Bo cóż mówić w obliczu śmierci? Wobec spraw ostatecznych zachowujemy milczenie. Milczenie wielkopiątkowe oznacza także szacunek i cześć dla Syna Bożego Jezusa, który poszedł na Kalwarię za nas, za nasze grzechy. Nie ma słów, które oddałyby uczucia człowieka uratowanego od zguby wiecznej, brakuje słów, które byłyby adekwatne do zaistniałej sytuacji. Dlatego Izajasz pisze, co słyszymy w pierwszym czytaniu: "Jak wielu osłupiało na Jego widok..." Także my milczymy, gdy odchodzi od nas ktoś bliski, milczymy przy łóżku szpitalnym umierającego człowieka, milczymy na cmentarzu stojąc przy grobie i czytając tabliczkę, która informuje o tym, kto leży w mogile i w jakich latach zamknęło sie jego życie tutaj. Warto mieć w życiu takie chwile, kiedy możemy milczeć, słuchać głosu serca, wyciszyć się i pomyśleć o sprawach ostatecznych...

Nabożeństwo tego dnia składa się z czterech części. W pierwszej części słyszymy głos proroka Izajasza o cierpiącym słudze Jahwe. Przez pokolenia były to słowa niezrozumiałe dla czytelników Biblii, bo zapowiadały tajemnicze zastępstwo, że ktoś jeden będzie cierpiał za wszystkich. Gdy dziś czytamy te słowa widzimy, że spełniły się one na Synu Maryi Dziewicy z Nazatetu. "On się obarczył naszym cierpieniem, on d wigał nasze boleści..." Co to znaczy? Rodzi się bunt. Bo jakże te słowa mają być prawdziwe i aktualne, skoro na świecie tyle cierpienia, także w nas. Cierpienia, grzechy, słabości, które nadal nas przerastają. Czyżby Jezus obarczył się tylko częścią cierpienia ludzkości, a może wziął na siebie ciężar tylko ludzi swojego pokolenia? Nie! On wziął na siebie cały ciężar ludzkości -- wszystkie cierpienia i grzechy -- począwszy od pierwszego człowieka, aż do ludzi, którzy będą żyli w czasie Jego drugiego, chwalebnego przyjścia. Wziął, nie oznacza zabrał, pozbawił nas cierpień. Od Wielkiego Piątku mamy szansę nasze cierpienia przeżywać razem z Nim. Od tego czasu nasze grzechy i cierpienia, owszem, przerastają nas, tzn. są od nas większe, nie potrafimy sobie z nimi poradzić, ale nas nie przytłaczają, tzn. nie mają mocy skierowania naszego życia na manowce, już nie mają mocy determinować nasze życie -- ale tak będzie tylko wtedy, gdy swoje życie złożymy Chrystusowi, jeśli powiemy Mu: "Panie, proszę Cię we i moje grzechy na Drzewo Krzyża, bo tylko Ty masz moc pokonać zło. Tylko Ty, Jezu, masz moc zwyciężyć to zło we mnie". Nie bójmy się tak prosić Go o pomoc w naszym życiu, bo -- jak pisze św. Paweł w liście do Hebrajczyków, a daje nam to Kościół jako drugie czytanie tego dnia, Jezus współczuje naszym słabościom, bo On jest doświadczony we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu. A więc On wie co nas boli, on zna nasze serce. Jezus nie jest nieczuły na ludzkie problemy. Dlatego wypowiadajmy Mu to, co jest w naszym sercu. On tego pragnie -- szczerości, zaufania, wypowiedzenia siebie.

Ewangelia wg św. Jana. Proponuję zobaczyć swoje życie -- jak w lustrze -- w Ewangelii dziś czytanej. Ile w nas jest doświadczeń bolesnych: niesłuszne oskarżania, zdrady drogich na ideałów i osób, bezsilnego szarpania się, jak Piotr, wobec sytuacji przegranych, sądów ludzi, które pojmowaliśmy jako wyrok śmierci na siebie, odrzucenie, wreszcie śmierć, opuszczenie, dno. Ile rozbitych małżeństw, ludzi opuszczonych, zagubionych, oddanych nałogom, bezdomnych, nieuleczalnie chorych może odnaleźć siebie i swoją sytuację w świetle tej Ewangelii?

Po Ewangelii i homilii następuje modlitwa powszechna, na którą czekam zawsze cały rok. W tej modlitwie modlimy się za wszystkich, za cały świat, za wierzących i niewierzących. Bo Ofiara Chrystusa obejmuje wszystkich ludzi, wszystkie czasy. Nie ma człowieka za którego Jezus nie umarł. Modlimy się, aby ta Ofiara została przyjęta przez wszystkich, aby świat przyjął to, że jest odkupiony. Ileż byłoby mniej wojen i tragedii ludzkich, gdybyśmy sobie uświadomili, że żyjemy w czasie dobra, bo w czasie odkupionym. Modlimy się zatem, abyśmy przyjęli do swoich serc Chrystusa Ukrzyżowanego. Czy to jest łatwe? Nie jest łatwe, bo kto z nas lubi patrzeć na cierpienia, uczestniczyć w nich, kto z nas lubi cierpieć?

Nie chodzi jednak o to, by polubić cierpienie, ale przez przyjęcie Chrystusa, akceptację Jego sposobu zbawiania świata, zaakceptować swoje cierpienia. Dlatego w drugiej części nabożeństwa adorujemy Krzyż. Kapłan stopniowo odsłania pasyjkę i śpiewa: "Oto drzewo Krzyża, na którym zawisło Zbawienie świata". Co to oznacza? Oznacza to, że Zbawienie -- Chrystus wybrał taki sposób zbawienia nas: przez cierpienie, tzn. wziął na siebie nasze cierpienia. Inny sposób zbawiania, nie doprowadziłby do zbawienia całego człowieka, wraz z jego uczuciami, słabościami, wreszcie z grzechami. A ten sposób oznacza zbawienie poprzez utożsamienie się z całym człowiekiem, także ze złem w nim. Całując Krzyż Jezusa módlmy się w głębi serca, abyśmy umieli zaakceptować nasze cierpienia, złożyć je na Krzyżu Jezusa. Bo przez akceptację własnej słabości i grzeszności robimy miejsce na wyzwalającą moc Krzyża Jezusowego, aby nasze grzechy i słabości już nas więcej nie przytłaczały. Zaakceptować swój krzyż -- to wielka i trudna rzecz i niech nam w tym pomoże ten dzień.

Trzecia część to Komunia św. Pokarm święty, "obcowanie świętych" jak nazywali Najśw. Sakrament pierwsi chrześcijanie. Bo istotnie, przyjmując Ciało Chrystusa stajemy się współuczestnikami życia świętego, umocnieni na życie nasze. Ten Pokarm jest kolejnym dowodem Miłosierdzia Bożego dla nas i umocnieniem w cierpieniu. Jezus nawet w chwilach Męki nie przestał nas kochać!

Po Komunii św. i modlitwie odbywa się procesja do Grobu. Odprowadzamy Tego, który wyrwał z grobu każdego człowieka -- z grobu śmierci spowodowanej grzechem, odejściem od Boga i drugiego człowieka, odejściem od siebie samego.

"Prawda Krzyża jest wszechstronna. Sięga ona do samego rdzenia Rzeczywistości, wchodzi we wszystkie wymiary dobra i zła. Jest w neij zawarte perfectum opus laudis -- takie uwielbienie Boga nieskończonego Majestatu, jakiego nie mógł i nie może wyrazić absolutnie nikt, żadne stworzenie, choćby najdoskonalsze. Jest w nim zwycięstwo miłości. Amor Dei usque ad contemptum sui... Jest w nim wreszcie wypowiedziana do końca sprawa człowieka, miara człowieka, słabośc i wielkość człowieka, cena człowieka. Tak go Bóg umiłował, że Syna swojego Jednorodzonego dał (J 3,16) [Kard. Karol Wojtyła].

Oto drzewo Krzyża, na którym zawisło zbawienie świata. -- Pójdźmy, pokłońmy mu się.

Norbert Frejek SJ

 

NIEDZIELA ZMARTWYCHWSTANIA PAŃSKIEGO

"Niech idą do Galilei, tam Mnie zobaczą..."

(por. Mt 28,1-10)

Poranek zmartwychwstania. Najbardziej niewiarygodny i najbardziej niemożliwy z wszystkich jakie widział świat. Poranek-świadek, który właściwie nie miał świadków. To trochę tak, jakby prowadzić kogoś długo przez pustynię do źródła i nagle, wskazując palcem na horyzont powiedzieć: "Dalej idź sam. To będzie w tamtym kierunku..." Czy my, chrześcijanie wieku dwudziestego, nie toniemy przypadkiem u brzegu wiary? Czy nie czujemy, że wobec misterium zmartwychwstania po prostu brak nam głębszego oddechu i że topią nas nasze własne wątpliwości?

Ewangeliczne opisy zmartwychwstania Pańskiego różnią się między sobą. Nie zawsze te same postacie zjawiają się u grobu. Ich zachowanie i rozmowy nie zawsze wyglądają nie tak samo. Wiele elementów jest jednak wspólnych. Maria Magdalena, Piotr i Apostołowie to zawsze pierwszoplanowi bohaterowie tych spotkań. Po drugiej stronie jest Jezus -- odmieniony, zmartwychwstały, ale także aniołowie, bohaterowie niewidzialnego świata. Czy to nie zastanawiające, że tak wyraźna obecność aniołów zdarza się w Ewangeliach tylko dwukrotnie, a mianowicie na początku i na końcu ziemskiej misji Jezusa? Co oznacza ta anielska obecność? Przede wszystkim wytycza one pewne granice, podobne do tych jakie w odniesieniu do każdego z nas wytaczają nasze narodziny i śmierć. Znany z imienia archanioł Gabriel, a później chóry anielskie towarzyszą narodzinom Jezusa. Inni aniołowie towarzyszą Jezusowi w chwili jego narodzin "dla nieba". Między narodzinami i śmiercią rozciąga się zwyczajne ludzkie życie Syna Bożego, dostępne mi prawie tak samo, jak moje własne życie, bo przecież poddane tym samym prawom, namiętnościom, nadziejom, lękom. Między narodzinami i śmiercią ja i Chrystus jesteśmy w pewnym sensie tacy sami lub przynajmniej -- możemy być tacy sami. "Ja i Chrystus", czyli "ja i Bóg".

Jest to niesłychanie ważna prawda. Bo skoro człowieczeństwo Jezusa Chrystusa utkane jest z tych samych elementów, co moje własne, to znaczy, że wszystkie zagadki życia, wszystkie misteria świata i wszystkie sekrety Boga są w nim zapisane. Nie muszę zatem wcale czekać na to, co będzie po śmierci, nie muszę też pytać gwiazd czy wróżek, ani też nie muszę z wysiłkiem medytować natury ducha, żeby dowiedzieć się czegoś o Bogu, o sobie i o świecie. Wystarczy tylko, że upodobnię jeszcze bardziej swoje człowieczeństwo do Chrystusowego człowieczeństwa, a wszystko będzie mi dane. Dlaczego? Dlatego, że w Jego człowieczeństwie, tym umęczonym z Wielkiego Piątku, i tym przebóstwionym z góry Przemienienia, zapisana jest prawda o szczęściu samego Boga -- jedynym szczęściu jakie istnieje.

Dzisiaj jednak przychodzę razem z Magdaleną i innymi do pustego grobu. Spotykam Jezusa Zmartwychwstałego, którego nie umiem nawet dobrze rozpoznać. Dzisiaj, w Wielkanocny poranek jestem oszołomiony. Zmartwychwstanie wymyka się mi z rąk. Nie daje żadnych szans mojej mojej wyobraźni...

Ale czy nie tak właśnie powinno być? Jeśli chcę spotkać Jezusa Chrystusa już nie jako Jezusa z Nazaretu, ale jako Zmartwychwstałego Pana i Boga, to czy najlepszym dowodem prawdziwości tego spotkania nie powinno być właśnie to, że On jawi się jako ktoś niepojęty i inny? Zmartwychwstały Jezus różni się od Mistrza z Nazaretu tak, jak moje życie między narodzinami i śmiercią różni się od życia po śmierci.

W Ewangeliach i Dziejach Apostolskich te różnice wyraźnie są opisane. Jezus z Nazaretu jest przede wszystkim kimś, kto daje, kto zaprasza, żeby dać się Mu prowadzić, żeby pójść za Nim. Bóg w ludzkim ciele to ktoś, kto chce, żeby spodziewać się po Nim jak najwięcej -- ktoś, kto naucza, uzdrawia, czyni cuda, a także karci i przygarnia do serca. Jezus z Nazaretu chce dawać jak najwięcej i najdosłowniej w świecie daje. Tymczasem Jezus Zmartwychwstały jest kimś innym. Co najbardziej uderza w tych ewangelicznych spotkaniach ze Zmartwychwstałym? To, że On przede wszystkim prosi o pomoc! Marię prosi o to, żeby powiadomiła Piotra. Piotra prosi o to, żeby był dobrym papieżem. Uczniom każe czuwać w Galilei. Prosi ich o podanie czegoś do jedzenia, żeby w ten sposób móc ich przekonać, że rzeczywiście żyje. To trochę tak, jakby bez naszej pomocy nie mógł nas przekonać, że w ogóle jest dostępny i widzialny. Chrystus Zmartwychwstały to ktoś, kto stale odwołuje się do tego, co wydarzyło się i co zostało powiedziane w pomiędzy narodzinami i śmiercią. Jego spotkania Wielkanocne z uczniami poświęcone są wyłącznie temu, żeby to, co już się wydarzyło, lepiej wyjaśnić, a przez to umożliwić przyjęcie zbliżającej się pełni Ducha Świętego.

"Jeśli chcesz dowiedzieć się czegoś o Mnie -- zdaje się mówić Chrystus -- to wiedz, że żyję. Patrz na moje ziemskie życie, na moich uczniów i mój Kościół. Wszystko tam zostało zapisane. Kontempluj to, a coraz bardziej upodobnisz się do Mnie. Jeśli natomiast chcesz spotkać się ze Mną Zmartwychwstałym i tylko Zmartwychwstałym, to patrz raczej na swoje dobre pragnienia, modlitwy i czyny. Ja żyję właśnie tam. I tam chcę żyć jak najwięcej. Moje życie w tobie to największy z wszystkich świadków Zmartwychwstania."

POWRÓT  NA  PIERWSZĄ  STRONĘ

Ostatnia aktualizacja strony:
Wednesday March 09, 2005